Przyszłość kolei wąskotorowej zaczyna się rysować w jaśniejszych barwach. Władze Chorzowa i Siemianowic Śl. zdecydowały, że jednak są zainteresowane ponownym uruchomieniem trasy ,wąskotorówki” na swoich terenach.
- Zawsze byliśmy otwarci na tę kolej – zapewnia Henryk Mrozek, prezydent Siemianowic Śl. – Podjęliśmy decyzję, że przejmiemy tę infrastrukturę, która jest w miarę dobrze zachowana. Mam na myśli tory od granicy z Chorzowem do stacji na ulicy Wieczorka. Oczywiście, ostateczna decyzja jest uzależniona od tego, jak zapatruje się na to Chorzów. Nic nie da przejęcie przez nas torowiska, jeżeli pociąg nie będzie mógł do niego dojechać – dodaje.
Chorzowskie władze wypowiadają się ostrożnie, ale również zapewniają o swoim poparciu dla ,wąskotorówki”.
- Wstępnie mogę powiedzieć, że Zarząd Miasta jest przychylny temu projektowi – powiedział Arnold Dendra, wiceprezydent Chorzowa. – Jest szansa na szybkie porozumienie w tej sprawie. Konkretnie będę mógł się wypowiedzieć po posiedzeniu Zarządu, na które oczywiście zostanie zaproszony przedstawiciel operatora kolei. Przedstawi on dokładne dane, mówiące dokładnie jakie części infrastruktury miałoby przejąć miasto – wyjaśnia.
Jednak na listę będzie trzeba poczekać. Dane uzyskane przez Stowarzyszenie Miłośników Kolei od Polskich Kolei Państwowych są co najmniej nieścisłe. Dotyczy to szczególnie majątku ruchomego.
- Tak naprawdę to nie wiem, skąd PKP wzięło dane do tej listy – twierdzi Andrzej Cichowicz, prezes SMK – Na przykład przekazano nam wagony, które… nie istnieją! Część innych wagonów w ogóle nie nadaje się do użytku. Teraz jesteśmy bardzo ostrożni. Sprawdzamy każdą bocznicę, każdą halę, tokarkę, szlifierkę i śrubokręt. Nie przejmiemy niczego, co nie będzie nam potrzebne. Kolej wąskotorowa w tym kształcie, w jakim chcemy ją uruchomić, nie potrzebuje całej infrastruktury. Była ona obliczona na bardzo intensywny ruch towarowy. Koszty remontu i utrzymania tak dużego, i do tego niepotrzebnego zaplecza, byłyby bardzo wysokie. Ale za to kolej nie przyznała nam wystarczającej ilości koniecznych do napraw wagonów do przewozu torów. Takie przykłady można wymieniać w nieskończoność – żali się.
Jak dodał Cichowicz, największym utrapieniem dla ,wąskotorówki” są kradzieże torów.
- Zależy nam na jak najszybszym uruchomieniu kolejki, bo jeżeli nie uda nam się to w tym roku, to w przyszłym może się okazać, że kolej nie będzie miała po czym jeździć – ostrzega Cichowicz.
Ludzie jeżdżący kolejką mówią, że za nic nie zamieniliby kolejki na autobus.
- Ta kolejka jest za mało rozreklamowana – powiedziała Bogumiła Lewanderska, mieszkanka Bytomia. Kolejką wybrała się z synem Mateuszem i jego kolegą Szymonem na cały dzień nad zalew Chechło-Nakło. – Jest prawdziwą atrakcją turystyczną. A nie mamy ich za wiele w naszym regionie. Do tego jest tańsza od autobusu – dodaje.
Mimo niskiej ceny przejazdu, kolej jest dochodowa.
- W ubiegłym tygodniu tylko podczas weekendu przewieźliśmy około tysiąca osób – twierdzi Cichowicz. – Na dzień dzisiejszy, nawet przy tak znikomej liczbie połączeń, kolej zarabia na siebie. Może nie przynosi zysków, ale pokrywa bieżące koszty utrzymania – dodaje.
To, że kolejka jest tańsza od innych środków transportu, nie jest jedynym atutem kolejki.
- Jadąc ,wąskotorówką” można zobaczyć przepiękne miejsca, aż nie chce się wierzyć, że to Śląsk – stwierdził Jerzy Musil. – Poza tym kolejka to niesamowita frajda dla naszych pociech. Kto nie wierzy, niech sam przejedzie się z dzieckiem ,wąskotorówką” z Bytomia nad zalew w Chechle. Moim wnukom nos się od szyby nie odkleja – powiedział.
W ten sam sposób na patrzeli na kolej radni Bytomia.
- Kolej wąskotorowa już bez mała od 150 lat funkcjonuje w naszym krajobrazie i byłoby niepowetowaną stratą, gdyby przepadła – powiedział Kazimierz Bartkowiak, wiceprezydent Bytomia. – Poza tym, jest zapotrzebowanie na takie lokalne połączenie – dodaje.
Na kolei pracuje wielu wolontariuszy. To dzięki pracy pasjonatów można było od końca czerwca uruchomić połączenia na trasie Bytom – Tarnowskie Góry – Miasteczko Śląskie.
- Pracowałam na kolei przez 35 lat – powiedziała Jadwiga S. (nazwisko do wiadomości redakcji), dyżurna ruchu. – Nawet nie jestem w stanie powiedzieć, ile pociągów odprawialiśmy. Bardzo bym chciała, żeby coś się ruszyło, żeby to wszystko nie niszczało. Aż łza się w oku kręci, kiedy patrzę na te zabytki, z którymi w gruncie rzeczy związałam połowę życia. A teraz tylko kilku ludziom zależy na tym, żeby kolej znowu funkcjonowała – mówiła rozgoryczona
Kiedy składy zawitają do Chorzowa i Siemianowic Śl. – nie wiadomo. Miejmy nadzieję, że jak najszybciej.
Autor artykułu: MAREK KOWALKA