Strefa w Grzybowicach!

July 24th, 2002

Prezes Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej, Piotr Wojaczek, oficajlnie ogłosi dziś powstanie zabrzańskiego obszaru strefy. Wiadomo, że ma on około 15 hektarów. Kilka miesięcy temu decyzję w tej sprawie podjęli radni, ale wiążące jest dopiero rozporządzenie premiera w tej sprawie, zmieniające obszar Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej.

- Trzeba wyraźnie podkreślić, że nie jest to tworzenie nowej strefy, lecz zmiana jej obszaru działania. Po prostu w niektórych miejscach istniejącej już strefy nie powstały żadne inwestycje i niezajęty obszar został “przeniesiony” na teren Zabrza – mówi Marek Jarzębowski, rzecznik prasowy magistratu.

Już od dość dawna do władz miasta zgłaszali się do inwestorzy chętni do lokowania tu swoich firm, ale właśnie pod warunkiem udzielenia im różnych ulg finansowych. Teren wybrany pod zabrzański obszar jest w pełni przygotowany na ich przyjęcie. Niedaleko stąd do najważniejszych dróg. Teren jest ponadto wyposażony we wszelkie media.

Przypomnijmy, że Katowicka Specjalna Strefa Ekonomiczna powstała sześć lat temu. Do tej pory największym inwestorem w niej pozostaje General Motors, w Gliwicach produkujący obecnie opla agilę.

Przypomnijmy, że zgodnie z pierwotnymi założeniami inwestorzy ze stref mieli korzystać z ulg podatkowych przez 20 lat. Zaprotestowała jednak Unia Europejska. Dotąd firmy inwestujące w strefach były w 100 proc. zwolnione z podatku dochodowego, po zmianie przepisów ulga może sięgnąć połowy nakładów inwestycyjnych. Jedynie w przypadku średnich i małych firm ulga może wynieść 65 proc. poniesionych nakładów.

Autor artykułu: (jh)

Wymagająca dyscyplina

July 24th, 2002

Łukasz Wysocki trenuje motocross od 1995 roku. Rozpoczynał karierę w Świętochłowickim Klubie Motorowym. Od dwóch lat jest zawodnikiem Wisły Chełmno. Obecny sezon będzie prawdopodobnie najlepszym w karierze młodego chorzowianina. Po pięciu eliminacjach Mistrzostw Polski w kategorii 125 junior zajmuje drugą pozycję. Do pierwszego Michała Stępińskiego ma dużą stratę, jednak i jego przewaga nad rywalami jest wyraźna. Tylko kontuzja lub defekt maszyny w jednej z dwóch ostatnich eliminacji może odebrać mu tytuł wicemistrza.

- Do motocrossu namówił mnie ojciec. Sam kiedyś jeździł. Bez jego pomocy nic bym nie osiągnął – mówi Łukasz.

I z pewnością ma rację. Motocross to bardzo kosztowny sport. Honda 125, na której jeździ Łukasz, jest warta około 35 tysięcy złotych. Co roku Łukasz potrzebuje dwa nowe motory – jeden na zawody i drugi do treningów. Utrzymanie motoru również nie jest tanie. Po każdych zawodach trzeba zainwestować w motor kolejne kilkaset złotych. Na szczęście ojciec zawodnika Henryk Wysocki jest dobrym organizatorem. Na zawody jeżdżą własnym samochodem kempingowym. Służy on za bazę noclegową i zaplecze warsztatowe. Dużym ułatwieniem jest również fakt, że pan Henryk jest właścicielem zakładu blacharsko-lakierniczego. Dzięki temu mogą sami serwisować motory.

- Syn naprawdę ciężko pracuje na swoje sukcesy. Motocross to taki sport, gdzie jest mało przyjemności, zawody trwają kilkadziesiąt minut, a żmudne przygotowania pochłaniają mnóstwo czasu – opowiada Henryk Wysocki. Zimą Łukasz trenuje dwa razy dziennie, pracując nad kondycją. Biega, ćwiczy w siłowni. Latem trenuje technikę jazdy i bierze udział w zawodach. Ten sezon jest bardzo ważny. W przyszłym roku będzie już seniorem. Jeśli teraz nie uda mu się zostać zauważonym przez sponsorów, będzie musiał zrezygnować ze sportu. Jednak na razie wszystko dobrze się układa.

Autor artykułu: ADRIAN ŚLĄZOK

Semafor w górę?

July 24th, 2002

Przyszłość kolei wąskotorowej zaczyna się rysować w jaśniejszych barwach. Władze Chorzowa i Siemianowic Śl. zdecydowały, że jednak są zainteresowane ponownym uruchomieniem trasy ,wąskotorówki” na swoich terenach.

- Zawsze byliśmy otwarci na tę kolej – zapewnia Henryk Mrozek, prezydent Siemianowic Śl. – Podjęliśmy decyzję, że przejmiemy tę infrastrukturę, która jest w miarę dobrze zachowana. Mam na myśli tory od granicy z Chorzowem do stacji na ulicy Wieczorka. Oczywiście, ostateczna decyzja jest uzależniona od tego, jak zapatruje się na to Chorzów. Nic nie da przejęcie przez nas torowiska, jeżeli pociąg nie będzie mógł do niego dojechać – dodaje.

Chorzowskie władze wypowiadają się ostrożnie, ale również zapewniają o swoim poparciu dla ,wąskotorówki”.

- Wstępnie mogę powiedzieć, że Zarząd Miasta jest przychylny temu projektowi – powiedział Arnold Dendra, wiceprezydent Chorzowa. – Jest szansa na szybkie porozumienie w tej sprawie. Konkretnie będę mógł się wypowiedzieć po posiedzeniu Zarządu, na które oczywiście zostanie zaproszony przedstawiciel operatora kolei. Przedstawi on dokładne dane, mówiące dokładnie jakie części infrastruktury miałoby przejąć miasto – wyjaśnia.

Jednak na listę będzie trzeba poczekać. Dane uzyskane przez Stowarzyszenie Miłośników Kolei od Polskich Kolei Państwowych są co najmniej nieścisłe. Dotyczy to szczególnie majątku ruchomego.

- Tak naprawdę to nie wiem, skąd PKP wzięło dane do tej listy – twierdzi Andrzej Cichowicz, prezes SMK – Na przykład przekazano nam wagony, które… nie istnieją! Część innych wagonów w ogóle nie nadaje się do użytku. Teraz jesteśmy bardzo ostrożni. Sprawdzamy każdą bocznicę, każdą halę, tokarkę, szlifierkę i śrubokręt. Nie przejmiemy niczego, co nie będzie nam potrzebne. Kolej wąskotorowa w tym kształcie, w jakim chcemy ją uruchomić, nie potrzebuje całej infrastruktury. Była ona obliczona na bardzo intensywny ruch towarowy. Koszty remontu i utrzymania tak dużego, i do tego niepotrzebnego zaplecza, byłyby bardzo wysokie. Ale za to kolej nie przyznała nam wystarczającej ilości koniecznych do napraw wagonów do przewozu torów. Takie przykłady można wymieniać w nieskończoność – żali się.

Jak dodał Cichowicz, największym utrapieniem dla ,wąskotorówki” są kradzieże torów.

- Zależy nam na jak najszybszym uruchomieniu kolejki, bo jeżeli nie uda nam się to w tym roku, to w przyszłym może się okazać, że kolej nie będzie miała po czym jeździć – ostrzega Cichowicz.

Ludzie jeżdżący kolejką mówią, że za nic nie zamieniliby kolejki na autobus.

- Ta kolejka jest za mało rozreklamowana – powiedziała Bogumiła Lewanderska, mieszkanka Bytomia. Kolejką wybrała się z synem Mateuszem i jego kolegą Szymonem na cały dzień nad zalew Chechło-Nakło. – Jest prawdziwą atrakcją turystyczną. A nie mamy ich za wiele w naszym regionie. Do tego jest tańsza od autobusu – dodaje.

Mimo niskiej ceny przejazdu, kolej jest dochodowa.

- W ubiegłym tygodniu tylko podczas weekendu przewieźliśmy około tysiąca osób – twierdzi Cichowicz. – Na dzień dzisiejszy, nawet przy tak znikomej liczbie połączeń, kolej zarabia na siebie. Może nie przynosi zysków, ale pokrywa bieżące koszty utrzymania – dodaje.

To, że kolejka jest tańsza od innych środków transportu, nie jest jedynym atutem kolejki.

- Jadąc ,wąskotorówką” można zobaczyć przepiękne miejsca, aż nie chce się wierzyć, że to Śląsk – stwierdził Jerzy Musil. – Poza tym kolejka to niesamowita frajda dla naszych pociech. Kto nie wierzy, niech sam przejedzie się z dzieckiem ,wąskotorówką” z Bytomia nad zalew w Chechle. Moim wnukom nos się od szyby nie odkleja – powiedział.

W ten sam sposób na patrzeli na kolej radni Bytomia.

- Kolej wąskotorowa już bez mała od 150 lat funkcjonuje w naszym krajobrazie i byłoby niepowetowaną stratą, gdyby przepadła – powiedział Kazimierz Bartkowiak, wiceprezydent Bytomia. – Poza tym, jest zapotrzebowanie na takie lokalne połączenie – dodaje.

Na kolei pracuje wielu wolontariuszy. To dzięki pracy pasjonatów można było od końca czerwca uruchomić połączenia na trasie Bytom – Tarnowskie Góry – Miasteczko Śląskie.

- Pracowałam na kolei przez 35 lat – powiedziała Jadwiga S. (nazwisko do wiadomości redakcji), dyżurna ruchu. – Nawet nie jestem w stanie powiedzieć, ile pociągów odprawialiśmy. Bardzo bym chciała, żeby coś się ruszyło, żeby to wszystko nie niszczało. Aż łza się w oku kręci, kiedy patrzę na te zabytki, z którymi w gruncie rzeczy związałam połowę życia. A teraz tylko kilku ludziom zależy na tym, żeby kolej znowu funkcjonowała – mówiła rozgoryczona

Kiedy składy zawitają do Chorzowa i Siemianowic Śl. – nie wiadomo. Miejmy nadzieję, że jak najszybciej.

Autor artykułu: MAREK KOWALKA

Dla zagrożonego życia

July 23rd, 2002

Akcję poboru krwi organizuje w najbliższą sobotę Polski Czerwony Krzyż i częstochowski Punkt Krwiodawstwa.

- Są wakacje i czas urlopów. Z uwagi na zwiększoną wypadkowość istnieje wzmożone zapotrzebowanie na krew i jej komponenty. W szczególności są braki w grupach: O Rh+, O Rh-, A Rh-, A Rh+, A Rh- – mówi Wiesław Krygier, prezes Zarządu Rejonowego Polskiego Czerwonego Krzyża w Częstochowie. – Akcja ma uzupełnić brakujące zapasy. Pozyskana krew to szansa dla zagrożonego życia.

Specjalny ambulans znajdzie się na pl. Biegańskiego o godzinie 10.00. Honorowi krwiodawcy przejdą badania lekarskie. Mogą liczyć na czekolady i kawę w zamian za oddaną krew. Akcja potrwa do godziny 16.00.

- Dorosły człowiek może oddawać krew bez żadnego uszczerbku na zdrowiu co dwa miesiące – przekonują lekarze. – Organizm szybko uzupełnia ubytki.

Autor artykułu: (vig)

Kolej odcina od świata

July 23rd, 2002

Linię nr 117 Kalwaria – Wadowice – Andrychów – Kęty – Bielsko-Biała chcą w przyszłym roku zamknąć PKP. Paradoksalnie jeszcze w tym roku na tej trasie ma zostać wyremontowany most kolejowy w Kętach Podlesiu, który dosyć poważnie ucierpiał podczas lipcowej powodzi w 2001 roku. Od tamtej pory przeprawa jest zamknięta, a pasażerowie przewożeni są autobusami.

PKP uważa, że linia jest deficytowa. Pod protestem w sprawie zamknięcia istniejącej 112 lat linii kolejowej, zelektryfikowanej 12 lat temu, podpisało się do tej pory prawie 3 tys. osób. Wielokrotnie monitowano, interpelowano i proszono. Wszystko jednak bez skutku.

Podczas jednej z narad u marszałka małopolskiego przedstawiciele PKP poinformowali, że most zostanie wyremontowany do końca trzeciego kwartału tego roku. Modernizacji zostanie również poddany najbardziej zniszczony odcinek traktu, a w 2003 roku ta wyremontowana linia zostanie po prostu zamknięta.

Wczoraj w tej sprawie w Kętach spotkali się samorządowcy z Bielska, Kęt i Wadowic. Byli również radny sejmiku małopolskiego Andrzej Telka i poseł Stanisław Rydzoń. W najbliższych dniach ten ostatni zainteresuje sprawą wicepremiera Marka Pola. Jednocześnie postanowiono, że sprawa zostanie skierowana do Najwyższej Izby Kontroli.

- To marnotrawstwo. Najpierw remontuje się most, a później likwiduje szlak. Kolej mówi, że ta linia jest deficytowa. A wygląda na to, że oni specjalnie robią deficyt, by ją zlikwidować – mówił Rydzoń.

Autor artykułu: (taj)

Kupcy się zbroją

July 23rd, 2002

W ubiegłym tygodniu na oknach wystawowych większości sklepów w Żywcu pojawiły się plakaty przeciwko hipermarketom. Natomiast w lokalnej gazecie ukazał się artykuł Stowarzyszenia Drobnych i Średnich Przedsiębiorców mówiący o zagrożeniach, jakie niosą ze sobą tego typu obiekty wybudowane w miastach.

Stowarzyszenie już złożyło wniosek o rejestrację, zrzeszać ma kupców i handlowców z Żywca. Kroki rejestracyjne kupcy podejmują bardzo szybko, chcą bronić swoich racji i interesów. Od czwartku są już zarejestrowanym w starostwie stowarzyszeniem, w przyszłości chcą mieć status stowarzyszenia z osobowością prawną. Pierwszym sukcesem zrzeszonych jest ubiegłotygodniowa uchwała Rady Miejskiej o bezwzględnym egzekwowaniu przez nabywców postanowień notarialnego aktu kupna-sprzedaży byłej targowicy. Na ostatnie spotkanie z kupcami, którzy są zainteresowani przystąpieniem do stowarzyszenia, inicjatorzy jego powstania zaprosili przedstawiciela kupców z Bielska, aby poznać ich doświadczenia. Rozdano też deklaracje członkowskie. Wszyscy zgodnie stwierdzili, że zgadzają się, nawet jeśli uderza to w ich własne interesy, blokować budowę każdego obiektu handlowego o powierzchni przewyższającej 2000 m kw.

Autor artykułu: (mal)

W Hucie Szkła Guardian pracę znalazło 250 osób

July 22nd, 2002

W minionym tygodniu w amerykańskiej Hucie Guardian wyprodukowano pierwszą taflę szkła. Wielki piec rozpalono już pod koniec czerwca, jednak żeby rozpocząć wytop szkła trzeba było rozgrzewać go przez kilkanaście dni do temperatury 1700 stopni Celsjusza. Stopione szkło trafiło do wanny cynowej i zostało schłodzone. Twarde już szkło znalazło się na linii produkcyjnej, gdzie Janos Együd, dyrektor Guardian Industries Poland uczcił pierwszą wyprodukowaną partię i rozbił o taflę butelkę tokaju.

Huta Guardian zatrudnia 250 osób. Jej uruchomienie pochłonęło ponad 100 milionów euro czyli 700 mln zł. To pierwsza inwestycja realizowana w częstochowskiej podstrefie Katowickiej Strefy Ekonomicznej. Przedsiębiorstwo jest siódmą hutą w Europie, a 21. na świecie, należącą do amerykańskiego koncernu Guardian, który zajmuje się produkcją szkła typu float, a także wyrobem włókna szklanego używanego m.in. do ocieplenia domów oraz produktów z tworzyw sztucznych dla przemysłu samochodowego. Guardian jest prywatną firmą. Założona w latach 30. w Detroit została przekształcona przez jej prezesa i właściciela w Guardian Industries Corporation. Działa w 30 krajach świata. Swoje produkty sprzedaje w 80 państwach. Na rynku polskim działa od 10 lat, funkcjonując najpierw jako przedstawicielstwo, a potem jako spółka.
- Huta będzie produkowała dziennie 650 ton szkła – informuje Ralph Gerson, wiceprezes Guardian Industries Corporation. – Daje to 18 km nitki szkła w ciągu dnia, a rocznie stanowi odległość z Częstochowy do Nowego Jorku.

Przedsiębiorstwo zamierza rozpocząć prace nad nową linią produkcyjną typu coater, na której szkło zostanie poddane dalszej obróbce.

Autor artykułu: VIOLETTA GRADEK

Chcą tylko leczyć

July 22nd, 2002

Wszystkie szpitale naszego regionu są zadłużone. Niektóre placówki widzą szansę na częściowe zmniejszenie długu w dzierżawie lub sprzedaży niewykorzystanych budynków. Szpitale chcą się skupić na działalności medycznej, a usługi logistyczne, techniczne wolą kupować od zewnętrznych firm.

Zespół Szpitali Miejskich zrezygnował z prowadzenia kuchni w każdej z trzech placówek, która mu podlega, a zdecydował, że lepiej kupować posiłki od firmy, która przejmie obowiązki aprowizacji. Podobny pomysł ma szpital w Blachowni.

- Dwukrotnie ,podchodziliśmy” do decyzji zakupu wyżywienia dla pacjentów w zewnętrznej firmie – mówi Zbigniew Jabłonka, dyrektor szpitala. – Negocjacje na razie nie zostały sfinalizowane. Czekamy, aż pojawi się kontrahent z korzystną dla szpitala ceną.
Dyr. Jabłonka uważa, że szpital powinien zajmować się tylko leczeniem chorych.

- Usługi tzw. hotelowe czyli obsługa pacjentów przebywających w szpitalu, usługi techniczne powinny wykonywać zewnętrzne firmy – mówi.

Takie zmiany chce także przeprowadzić szpital na Tysiącleciu. Na piątkowym posiedzeniu Rady Społecznej placówki dyrekcja przedstawiła pomysł wydzierżawienia szpitalnej kuchni firmie zewnętrznej, która dostarczałaby posiłki pacjentom.

- Rada Społeczna wydała pozytywną opinię w tej sprawie, podobnie jak co do pomysłu świadczenia usług porządkowych przez zewnętrzną firmę – mówi Jerzy Guła, przewodniczący Rady Społecznej szpitala na Tysiącleciu. – Placówka chce zrezygnować z działalności pozamedycznej, a zająć się tylko leczeniem.

Podobna idea przyświeca szpitalowi na Parkitce. Tak zakłada opracowany dla szpitala program restrukturyzacyjny, przewidujący wyprowadzenie placówki z długów w ciągu czterech lat.

- Projekt polega na majątkowej i kadrowej restrukturyzacji – w pionie lecznictwa i administracyjno-technicznym – mówi Grażyna Drewniak, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Częstochowie. – Chcemy wynająć lub sprzedać niewykorzystane pomieszczenia i budynki np. pozbyć się parku przyszpitalnego, którego utrzymanie pochłania ogromne sumy. Analizować umowy dzierżawy zawarte z 30 podmiotami i renegocjować niekorzystne spośród nich. Chcemy wystawić na przetarg nieużywany i zbędny sprzęt medyczny np. respiratory, kardiomonitory, stoły operacyjne, ze sprzedaży których można uzyskać dodatkowe środki. Planujemy zmienić sposób zaopatrywania szpitala w leki i materiały opatrunkowe – kupować w hurtowniach fabrycznych pomijając pośredników. Chcielibyśmy sprywatyzować pion techniczny, służby logistyczne, a zająć się tylko leczeniem.

Te plany nie podobają się jednak pracownikom szpitala: lekarzom, anestezjologom, technikom medycznym, pracownikom diagnostyki i administracji, którzy na początku tego roku zawiązali porozumienie międzyzwiązkowe zrzeszające związki zawodowe działające w szpitalu, a w czerwcu zorganizowali godzinną akcję strajkową.

- Czy zakup usług od prywatnych firm, które mają przejąć poszczególne działy szpitala nie będzie bardziej kosztowny od ich utrzymania? – zastanawiają się związkowcy. – Nie wiadomo, czy będzie to bardziej ekonomiczne. Nie przeprowadzono żadnych symulacji finansowych – mówią.

Tymczasem nie wiadomo, czy kupowanie usług hotelarskich, technicznych zmniejszy kłopoty finansowe szpitali, czy przyniesie zyski, czy straty?

- Wątpliwe, by zyskali na tym pacjenci – uważają związkowcy.

Autor artykułu: VIOLETTA GRADEK

Kasa dla absolwenta

July 22nd, 2002

Magda Nowakowska skończyła w tym roku Liceum Ekonomiczne w Częstochowie. Teraz codziennie oprócz sobót i niedziel pracuje w jednym z urzędów skarbowych.

- Miałam szczęście, ponieważ dostałam się na staż – mówi. Moje koleżanki nie miały farta, siedzą w domu. Ja mam co robić i co najważniejsze zdobywam nowe doświadczenia.

Do Powiatowego Urzędu Pracy w Częstochowie wpływa miesięcznie około 200 ofert pracy. Tylko nieliczne z nich są kierowane do absolwentów. Dlaczego? Pracodawcy chcą mieć pracownika z doświadczeniem, a nie młokosa, któremu trzeba poświęcić czas i uwagę.

- Pracodawcy zatrudniają młodych chętniej, jeżeli korzystają z finansowej pomocy – stwierdza Stanisław Robak, zastępca kierownika Powiatowego Urzędu Pracy w Częstochowie.

Taką właśnie pomoc dla pracodawców przewiduje rządowy program ,Pierwsza Praca”, ale stworzono go przede wszystkim z myślą o absolwentach. Ma pomóc im w zdobyciu pierwszych doświadczeń zawodowych. Rząd przeznaczy na ten cel około 700 mln złotych. Przy czym 300 mln zł pochodzi z Funduszu Pracy. Pozostałe pieniądze są z programu Unii Europejskiej Phare i pożyczki Banku Światowego.
- Mamy zagwarantowany 1 mln 10 tysięcy złotych w ramach programu – informuje S. Robak. – Z naszej pomocy skorzysta około 409 tegorocznych absolwentów.

Program “Pierwsza Praca” zgodnie z zamierzeniami będą realizować urzędy pracy. To ich pracownicy sugerują młodym jedną z form pomocy. Może to być staż, umowa absolwencka, szkolenie lub pożyczka na rozpoczęcie własnej działalności. Dodajmy, że mogą z nich skorzystać tylko ci absolwenci, którzy rejestrują się w pośredniaku po raz pierwszy. Natomiast pracodawcy biorący udział w przedsięwzięciu deklarują stworzenie stałego miejsca pracy.

- Młodzi liczą na własne pieniądze, dlatego najczęściej wybierają staż lub umowę absolwencką – twierdzi Janusz Parduła, kierownik działu pośrednictwa pracy w PUP w Lublińcu.

W powiecie lublinieckim jest 225 tys. zł do wydania. Pomoc zostanie zaoferowana 125 młodym ludziom. – 53 osoby pójdą na staż, 40 na umowy absolwenckie, 30 skierujemy na szkolenia, dwie osoby zamierzają wziąć kredyt na własną działalność – wylicza J. Parduła.

- Kredyty na uruchomienie własnej firmy są mało popularne, wiążą się z ryzykiem. Rozwinięcie własnej działalności jest trudne dla młodych ludzi – tłumaczy Małgorzata Szymanek, kierownik PUP w Kłobucku.

Powiat kłobucki ma 400 tys. zł w ramach wspominanego programu. Zdecydowano się na zapewnienie stażu dla 100, a umowy absolwenckiej dla 50 osób. – To dwie najbardziej skuteczne formy i dlatego je właśnie popieramy – twierdzi pani kierownik.

W powiecie kłobuckim jest szansa, że z programu skorzystają jeszcze ci absolwenci, którzy dopiero zamierzają się rejestrować w pośredniaku. W rejestrze figuruje 112 osób, które w tym roku ukończyły licea, technika, zawodówki, czy studia wyższe. Tymczasem pomoc jest przewidziana dla 150 młodych ludzi. Jest jeszcze rezerwa.

- Nie wszyscy absolwenci do nas dotarli. Skończyły się egzaminy wstępne na uczelnie, ale niektórzy nadal szukają dla siebie miejsca w szkołach wyższych – przekonuje S. Robak.

W Częstochowie i powiecie częstochowskim zarejestrowało się już 637 absolwentów (dane na koniec czerwca). Pieniędzy na pomoc w ramach “Pierwszej Pracy” wystarczy dla 409 osób. Są jeszcze możliwe korekty, ale nie aż tak duże.

W powiecie myszkowskim na pomoc może liczyć około 115 osób. Z informacji kierownika PUP Czesława Miklasa wynika, że do zagospodarowania jest 423 tys. zł. Najwięcej – aż 242 tys. zł pójdzie na staże. Młodzież ziemi myszkowskiej jest również odważniejsza w interesach. 140 tys. zł to suma pożyczek dla młodych ludzi zdecydowanych otwierać własny biznes. Kilku weźmie kredyt w wysokości 25 tys. zł.

Autor artykułu: KATARZYNA KULIŃSKA-PLUTA

Z detektorem bezpieczniej

July 19th, 2002

Komendant powiatowy Państwowej Straży Pożarnej odebrał z rąk Franciszka Filo, dyrektora Inspektoratu PZU SA w Zawierciu, urządzenie niezbędne podczas akcji ratowniczo-gaśniczych detektor prądu przemiennego.

- Detektor ma zasadnicze znaczenie podczas akcji gaszenia pożarów w budynkach. Pozwala bowiem wykryć, czy w pomieszczeniu jest prąd – mówi Czesław Błażkiewicz, komendant powiatowy PSP w Zawierciu. – Często zdarzały się wypadki poparzeń strażaków, mimo tego, że główny wyłącznik prądu w budynku był wyłączony. Nie byliśmy w stanie wykryć zamontowanej nielegalnie istalacji elektrycznej.

- Przyrząd ten będzie pomocny podczas ustalania przyczyn powstania pożaru, a to z kolei pomoże nam stwierdzić zasadność wypłaty odszkodowań – dodaje Franciszek Filo.

Autor artykułu: (iwo)